Roczek minął jak z bicza strzelił. Ostatnie nartowanie w 2014 roku to marzec, więc sporo wody upłynęło od tego czasu… Nic dziwnego, że tak straaaasznie czekałyśmy na ten wyjazd!!!
Marzec to idealny czas na narty – koniec zimy, śniegu co niemiara i słonko gwarantowane. Przynajmniej tak powinno być ;) Ale nie narzekajmy :)
Pierwszy raz w życiu postanowiłyśmy pojechać w to samo miejsce, czyli do Karyntii, na Moelltaler Gletscher. Austria to nasz ulubiony kierunek, a ten lodowiec – to ukochana miejscówka :) Przygotowania jak zwykle trochę trwały, a dodatkowo pojawił się Sportoutlet.pl z propozycją testów sprzętu :) Więc zapowiadało się ciekawie! Aha – w tak zwanym międzyczasie udało się nam jeszcze wygrać dwa 1-dniowe skipassy w konkursie Bergbahn AG Kitzbühel i postanowiłyśmy zakończyć nasz wypad właśnie w Kitzbuehel!!!
Nasze kochane Voelkle nie były w najgorszym stanie, ale jak co roku oddałyśmy je do naszego ulubionego serwisu SURFOTEKA w Sopocie, gdzie zawsze fajnie przygotują sprzęt. Koleś nie bardzo wiedział, co ma zrobić z nartami, bo były w tak dobrym stanie :) A to dlatego, że w poprzednich latach też u nich robiłyśmy deski :) Więc przeciągnięte czymś tam diamentowym i posmarowane woskami trafiły do pokrowca, czekając na wyjazd :)
Kilka dni przed wyjazdem przyjechały też do nas z Krakowa narty i gogle od Sportoutlet.pl :) Zaczęłyśmy więc pakować się i czekałyśmy na wyjazd…
Nasza trasa biegła tym razem z Trójmiasta przez Toruń, Poznań, Berlin, Monachium, Salzburg i prosto do Karyntii :) Pogoda była doskonała i jazda zajęła nam jakieś 15 h. Na miejscu zaskoczyła nas spora grupa Polaków – w ubiegłym roku w tym rejonie było to zjawisko dość niespotykane ;) Check – in, rozpakowywanie i pyyyyszna kolacja u Christine :) „Szwedzki stół” to genialny wynalazek podczas pobytu z HB :)
Marzec to idealny czas na narty – koniec zimy, śniegu co niemiara i słonko gwarantowane. Przynajmniej tak powinno być ;) Ale nie narzekajmy :)
Pierwszy raz w życiu postanowiłyśmy pojechać w to samo miejsce, czyli do Karyntii, na Moelltaler Gletscher. Austria to nasz ulubiony kierunek, a ten lodowiec – to ukochana miejscówka :) Przygotowania jak zwykle trochę trwały, a dodatkowo pojawił się Sportoutlet.pl z propozycją testów sprzętu :) Więc zapowiadało się ciekawie! Aha – w tak zwanym międzyczasie udało się nam jeszcze wygrać dwa 1-dniowe skipassy w konkursie Bergbahn AG Kitzbühel i postanowiłyśmy zakończyć nasz wypad właśnie w Kitzbuehel!!!
Nasze kochane Voelkle nie były w najgorszym stanie, ale jak co roku oddałyśmy je do naszego ulubionego serwisu SURFOTEKA w Sopocie, gdzie zawsze fajnie przygotują sprzęt. Koleś nie bardzo wiedział, co ma zrobić z nartami, bo były w tak dobrym stanie :) A to dlatego, że w poprzednich latach też u nich robiłyśmy deski :) Więc przeciągnięte czymś tam diamentowym i posmarowane woskami trafiły do pokrowca, czekając na wyjazd :)
Kilka dni przed wyjazdem przyjechały też do nas z Krakowa narty i gogle od Sportoutlet.pl :) Zaczęłyśmy więc pakować się i czekałyśmy na wyjazd…
Nasza trasa biegła tym razem z Trójmiasta przez Toruń, Poznań, Berlin, Monachium, Salzburg i prosto do Karyntii :) Pogoda była doskonała i jazda zajęła nam jakieś 15 h. Na miejscu zaskoczyła nas spora grupa Polaków – w ubiegłym roku w tym rejonie było to zjawisko dość niespotykane ;) Check – in, rozpakowywanie i pyyyyszna kolacja u Christine :) „Szwedzki stół” to genialny wynalazek podczas pobytu z HB :)