Ponieważ zima jest nieprzewidywalna – nie było opcji, żeby zaplanować z wyprzedzeniem fajny wypad w góry poniżej 2500 m n.p.m… Szkoda – bo to zawsze atrakcja poszusować sobie wśród fajnych widoczków. W każdym razie została nam jedna opcja na dobry początek roku: LODOWIEC.
Starałyśmy się wybrać coś w dobrej lokalizacji, za niezłe pieniądze i padło na… Mölltaler Gletscher. Znowu 🙂 Byłyśmy wniebowzięte, gdy Christine (prowadząca Innerfraganter Wirt) potwierdziła nam wolny pokój- ten co zawsze 🙂 Jupiiii!!!! I tak znalazłyśmy się w Karyntii 🙂 Za nami pierwsze dni na nartach w 2017 roku. Jedno można powiedzieć na pewno – nie jest lekko.
Lubimy lodowiec Moelltal – jest nieduży, ma kilka fajnych, stoków, sztuczne naśnieżanie i nie ma tutaj tłumów. Jadąc do Karyntii zazwyczaj kończy się nasza jazda tylko i wyłącznie na „Moltku”, bo jest nam tu po prostu za dobrze 🙂 W styczniu chciałyśmy w końcu ruszyć się gdzieś poza lodowiec, ale nie sądziłyśmy, że będziemy zmuszone opuścić go już tak szybko…
No to może od początku…
Pierwszy dzień na Moelltaler Gletscher był mieszany: słońce, silny wiatr, śnieg i mocno zmrożone, niemal lodowe podłoże. Jeździło się średnio, ale co tam narzekać, jak człowiek cały rok czekał na nartowanie 🙂 Nie ważnewarunki ważne, że w końcu na śniegu! Miałyśmy po prostu nadzieję, że przestanie tak wiać i będzie już tylko lepiej. Ale następnego dnia wiatr – jak mawiają starzy górale – piździł jak na Uralu! Zadymka na całego! Włosy w nosie zamarzały od samego myślenia o nartowaniu w taką pogodę! Ale nie poddawałyśmy się i dziękowałyśmy niebiosom, że bahn był czynny i kolejka w skale wwiozła nas do stacji pośredniej. Gondolka do Panoramabahn zabrała nas pomimo wiatru 🙂 Latała na prawo i lewo, ale jakoś to poszło 😉 Czynne były trasy tylko 9 i 10, ale lepsze to niż nic 🙂
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Niestety 3 dnia „Moltek” nie dał nam kolejnej szansy – cała g