Dla jednych – Monako północy i Ibiza Tyrolu, dla innych – narciarski raj na ziemi!!! Bez względu na wiek, stan portfela, czy doświadczenie w sztruksowaniu - Ischgl jest miejscem, w którym KAŻDY się zakocha :)
Sama miejscowość to wijąca się bez końca plątanina wąskich uliczek, pełna hoteli, knajpek i klubów. Ischgl tętni życiem w dzień i w nocy – nie sposób nudzić się w miejscu, gdzie po wypadzie na zakupy koniecznie trzeba odpocząć na kawie w najbliższej kafejce i leniwie czytając gazetę rozkoszować się kwietniowym słońcem w kawiarnianym ogródku… Tutaj nie warto się spieszyć, wszystko toczy się własnym tempem :)
Samo miasteczko nie jest duże – to zaledwie kilkanaście uliczek w sumie położonych wzdłuż górskiego strumienia lodowcowego Trisanna, płynącego przez dolinę Paznaun. Z jednej strony – bardzo tradycyjne budynki mające po kilkaset lat, z drugiej strony – nowoczesne hotele i restauracje. Wydawać by się mogło, ze nic tu się nie da już wcisnąć, ale co krok trwa tu budowa czegoś nowego, a stare ustępuje miejsca nowemu.
Ischgl wypromowało się na miejscówkę o wysokim standardzie, mega wysokich cenach i jako centrum lansu i balansu. I coś w tym jest... Idąc ulicami miasta co rusz napotykamy turystów z bogatym portfelem: futra, złoto i skórzane dodatki królują tu wśród lanserów pragnących zabłysnąć na elitarnych imprezach Ischgl. Oni raczej nie jeżdżą na nartach i nie interesują ich kapitalne stoki w okolicy. Ich żywiołem jest raczej ischglowy lajfstajl i bywanie w tutejszych apres-ski...
Apres-ski to hasło przewodnie Ischgl. Jest tu kilka znanych na całym świecie miejscówek, jak Trofana Alm. Tańczący niedźwiedź na elewacji przyciąga chyba wszystkich, bez względu na wiek i pochodzenie. Ale apres-ski jest tu oczywiście więcej, a ich życie kończy się dopiero nad ranem, kiedy to służby miejskie mogą w końcu posprzątać całe miasteczko z porzuconych wśród choinek, mostków i uliczek kieliszków i butelek, aby narciarze zmierzający przed 9 rano na stoki – mieli już tylko biel śniegu przed oczami...
Niesamowitej jest to, że faktycznie ten system działa: jest czysto i przyjemnie. Da się tu i imprezować, i odpoczywać. No i oczywiście śmigać na nartach!
Ogólnie rzecz biorąc odwiedzających Ischgl da się podzielić na 3 grupy: imprezowiczów, jeżdżącą-imprezujących oraz narciarzy i snowboardzistów.
Pierwsza grupa Zostawia tu chyba najwięcej kasy: spędza głównie czas w miasteczku, pozostawiając tysiące Euro w sklepach, butikach i restauracjach. W godzinach południowych wjeżdża gondolą w góry, gdzie w wytwornej restaurach..i spędza w promieniach słońca w fotelu lub leżaku – większość dnia, sącząc drinki z parasolką. Wieczorem wdziewa klubową kreację, by do 4 rano imprezować w lokalnych klubach.
Grupa nr 2 to chyba głównie młodzi ludzie, którzy mają nie tylko solidnie wypchany portfel, ale przede wszystkim siły do jazdy w dzień i imprezowania w nocy. Tych jest tu naprawdę sporo... Z różnych stron świata. Przyjeżdżają tu bogaci turyści z Holandii, Niemiec, USA, czy Wielkiej Brytanii, ale nie tylko. To bardzo fajni ludzie, którzy potrafią wycisnąć z tego miejsca wszystko co najlepsze do cna!
Trzecia grupa to tak naprawdę ludzie tacy jak MY ;) Czyli z ograniczonym budżetem, ale jarający się idealnymi warunkami na stokach! I szczerze mówiąc – pomimo krążącej opinii o Ischgl – tej trzeciej grupy jest tu całkiem sporo. Dlaczego? Bo stoki w okolicy są po prostu GE-NI-AL-NE!
Samo miasteczko nie jest duże – to zaledwie kilkanaście uliczek w sumie położonych wzdłuż górskiego strumienia lodowcowego Trisanna, płynącego przez dolinę Paznaun. Z jednej strony – bardzo tradycyjne budynki mające po kilkaset lat, z drugiej strony – nowoczesne hotele i restauracje. Wydawać by się mogło, ze nic tu się nie da już wcisnąć, ale co krok trwa tu budowa czegoś nowego, a stare ustępuje miejsca nowemu.
Ischgl wypromowało się na miejscówkę o wysokim standardzie, mega wysokich cenach i jako centrum lansu i balansu. I coś w tym jest... Idąc ulicami miasta co rusz napotykamy turystów z bogatym portfelem: futra, złoto i skórzane dodatki królują tu wśród lanserów pragnących zabłysnąć na elitarnych imprezach Ischgl. Oni raczej nie jeżdżą na nartach i nie interesują ich kapitalne stoki w okolicy. Ich żywiołem jest raczej ischglowy lajfstajl i bywanie w tutejszych apres-ski...
Apres-ski to hasło przewodnie Ischgl. Jest tu kilka znanych na całym świecie miejscówek, jak Trofana Alm. Tańczący niedźwiedź na elewacji przyciąga chyba wszystkich, bez względu na wiek i pochodzenie. Ale apres-ski jest tu oczywiście więcej, a ich życie kończy się dopiero nad ranem, kiedy to służby miejskie mogą w końcu posprzątać całe miasteczko z porzuconych wśród choinek, mostków i uliczek kieliszków i butelek, aby narciarze zmierzający przed 9 rano na stoki – mieli już tylko biel śniegu przed oczami...
Niesamowitej jest to, że faktycznie ten system działa: jest czysto i przyjemnie. Da się tu i imprezować, i odpoczywać. No i oczywiście śmigać na nartach!
Ogólnie rzecz biorąc odwiedzających Ischgl da się podzielić na 3 grupy: imprezowiczów, jeżdżącą-imprezujących oraz narciarzy i snowboardzistów.
Pierwsza grupa Zostawia tu chyba najwięcej kasy: spędza głównie czas w miasteczku, pozostawiając tysiące Euro w sklepach, butikach i restauracjach. W godzinach południowych wjeżdża gondolą w góry, gdzie w wytwornej restaurach..i spędza w promieniach słońca w fotelu lub leżaku – większość dnia, sącząc drinki z parasolką. Wieczorem wdziewa klubową kreację, by do 4 rano imprezować w lokalnych klubach.
Grupa nr 2 to chyba głównie młodzi ludzie, którzy mają nie tylko solidnie wypchany portfel, ale przede wszystkim siły do jazdy w dzień i imprezowania w nocy. Tych jest tu naprawdę sporo... Z różnych stron świata. Przyjeżdżają tu bogaci turyści z Holandii, Niemiec, USA, czy Wielkiej Brytanii, ale nie tylko. To bardzo fajni ludzie, którzy potrafią wycisnąć z tego miejsca wszystko co najlepsze do cna!
Trzecia grupa to tak naprawdę ludzie tacy jak MY ;) Czyli z ograniczonym budżetem, ale jarający się idealnymi warunkami na stokach! I szczerze mówiąc – pomimo krążącej opinii o Ischgl – tej trzeciej grupy jest tu całkiem sporo. Dlaczego? Bo stoki w okolicy są po prostu GE-NI-AL-NE!