parallax background

Auto na narty

Dawno, dawno temu, gdy pierwszy raz wybierałyśmy się na narty zagramanicę, postanowiłyśmy kupić autko… Miało być używane, miało być kombi i miało dawać możliwość transportu nart wewnątrz samochodu.

 

Większość ludzi przy zakupie autka nie kieruje się jego praktyczną stroną, nie zastanawia się, czy narty wejdą do środka. Bo od tego są paki na dach i w ogóle. Niby logiczne, ale paka ma to do siebie, że zwiększa spalanie samochodu na trasie, wydaje dziwne dźwięki w czasie jazdy, no i po zimie trzeba ją mieć gdzie schować. Przeciętny zjadacz chleba zamieszkujący M3 w wielkim mieście musi myśleć praktycznie już na etapie planowania zakupu 4 kółek.

RENIA

Pierwszy wybór w 2008 r. padł na Renault Megane Grandtour, rocznik 2005. Szalony wybór, na tydzień przed dziewiczym wyjazdem w Alpy…  Ale trafiłyśmy idealnie! Renia okazała się strzałem w 10: spalała tyle co kot napłakał i była niezawodna. Silnik 1,5 DCI, praktyczny srebrny kolor, niezbyt skomplikowana elektronika, no i narty mieściły się w środku! Dzielona tylna kanapa na 1/3 i 2/3 pozwalała spokojnie przewieźć kilka par nart z kijami w linii prostej, bez paki na dachu 🙂

 

OKTAWKA

Obecnie śmigamy na narty Skodą Octavią Combi 2,0 TDI. 140 KM daje radę na trasie – śmiga gładko, jest oszczędna nawet przy szybkiej jeździe, a jej ogromną zaletą jest przemyślana budowa tylnej kanapy 🙂 Skoda bardzo prosto i fajnie wyprzedziła nasze myśli i składany podłokietnik po środku kanapy tworzy otwór, dzięki któremu narty mieszczą się wewnątrz auta. Dzięki temu nie trzeba składać części kanapy i swobodnie rozłożyć przednie siedzenia, gdy chcemy się zdrzemnąć w aucie, w trasie 🙂 Ze Skodziawką było trochę podobnie jak z Renią – kupowana była tuż przed wyjazdem, tym razem jednak na całe 2 tygodnie przed nartami 😉 Oktawka – jak określił ją nasz sprzedawca – to mały pancernik: nie do zniszczenia. I coś w tym jest 🙂 Kolejny sezony narciarski ze Skodą mamy za nami i ani razu nie zawiodła nas w trasie! Autko jest pojemne, wszystkie bagaże dla 2 osób mieszczą się w bagażniku i nie ma potrzeby przewożenia czegokolwiek na tylnej kanapie, nie mówiąc już o bagażniku dachowym 🙂 Ideał dla narciarzy!

 

Co dalej?

Kolejny wybór pewnie również padnie na kombi, więc sprawdzamy jakie modele byłyby dla nas idealne na trasę 🙂 Mamy swoje typy na dobry początek – pytanie, czy spełnią nasze oczekiwania co do możliwości transportu nart wewnątrz.

 

Audi A6 Allroad (2014)

To nasz typ nr1. Klasyczny kształt, wyrazista i agresywna linia nadwozia aż proszą się o wypełnienie bagażnika walizkami i baku paliwem. Wersja 2014 pasuje nam zarówno wizualnie, jaki pod kątem praktycznym. W zależności od wyposażenia Audia A6 Allroad pozwala na masę zabawy! A jak wygląda w praktyce? Sądząc po wymiarach auta – swoje nartki spokojnie wpakowałby do środka nawet Aksel Lund Svindal 😉 Więc nasze 4 deski wejdą do środka z luzikiem! Szkoda jednak, że cena tego modelu jest dla nas zaporowa :/ NA otomoto.pl znaleźć można A6 Allroad C7 w cenach od 116000 do 240000 zł brutto… Auć…

 

Volkswagen Passat B7 (2014)

Jak na porządne niemieckie kombi przystało – ten model spełnia nasze wygórowane oczekiwania transportowe. Gabaryty solidne, nie tylko na narty. Klasyczny design z lekkim pazurem, chociaż zarówno wnętrze, jak i linia tego rocznika nie porywają. Ceny tego modelu zwłaszcza w wersji 4×4 z silnikiem diesla – nie spadają niestety. B7 Alltrack to wydatek rzędu 54000 – 78000 zł brutto z zależności od wersji wyposażenia. Sporo, jak na używane, 3-letnie auto, które ma przewozić narty… Ale jak widać warto, bo nie ma zbyt wiele B7 w kombiaku na rynku, zwłaszcza bezwypadkowych, z przebiegiem poniżej 200000 km na liczniku 😉 A to oznacza tylko jedno: że VW jest gites!

 

Volvo XC70 (2014)

Niedościgniony następca kanciastych kształtów modeli lat 80-tych w wypasionej wersji. Elegancja i solidne wykonanie na pierwszy rzut oka – w każdym calu. Z zewnątrz nieco toporny, w środku oszczędnie wykończony – widać od razu szwedzkie korzenie dobrego designu. Oparcie tylnej kanapy oczywiście z luką na narty 🙂 A jak! Sęk w tym, że dobrych diesli w niezłej cenie na polskim rynku ze świecą szukać. Tego typu 4 kółka szybko nie zmieniają właścicieli, w związku z czym ceny pojedynczych, dostępnych od ręki modeli są wysokie… Przykład? Szukając XC70 na otomoto.pl w tych samych parametrach, co poprzednie modele – Volvo jest najmniej (udało się wygrzebać raptem 5 sztuk!)… Ceny wahają się od 86000 do 130000 zł brutto.

 

W zasadzie dla nas najważniejsza jest możliwość przewożenia sprzętu wewnątrz auta, bez konieczności składania tylnej kanapy. Wszystkie powyższe modele są kombiakami, więc dają radę 😉 Przy wyjazdach w 2 osoby to genialne rozwiązanie, które pozwala rozłożyć przednie siedzenia, żeby przekimać się w śpiworze, kiedy człowieka zetnie sen zimowy 😉 Zawsze bierzemy ze sobą krzesełka, śpiwory i inne takie campingowe akcesoria, gdyby trzeba było przetrwać w trudnych polowych warunkach 😉
P.S. Swoją drogą Skoda Octavia dała radę w luku na narty zmieścić 4 pary z wiązaniami i kijami! Więc nawet przy rodzinnej wyprawie na narty i snowboard spokojnie cała familia zmieści się ze sprzętem i bagażami 🙂

 

 

 

1 Comment

  1. Esto pisze:

    Stara Corsa przez lata dawała radę, ale porządne kombi to jednak luksus;) Jak ostatnio poszukiwałem auta, to Passat miał chyba największą pojemność użytkową i zdawał się najwygodniejszy. Wybór padł na Mazdę… bo ładniejsza;) Ale z nowych aut to i tak wszystko to samo – pojeździ i to przyjemnie, ale raczej nie ma co liczyć na przebiegi rzędu 300kk+ 😉 Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.